Dzień dobry, cierpię na nerwicę lękową od 8 tygodni. Po dwóch tygodniach ratowania się doraźnego Lorafenem, Hydroksyzyną, Propranololem i tabletkami ziołowymi Labofarm mój psychiatra zarządził pregabalinę. Na początku Lynagex XR 82,5mg, po 8 dniach Lynagex XR 165mg. Po następnych dwóch tygodniach bez zmian poprosiłam o zwiększenie dawki do 247,5mg. Po następnych dwóch tygodniach, gdzie nastąpiła poprawa ale wciąż daleko mi do stabilności lekarz decyduje się wprowadzić Paxtin 20mg z rozporządzeniem (dwa dni po 1/4 tabletki, potem 8 dni 1/2 tabletki, a potem zobaczymy po tych 10 dniach). Pierwszego dnia gdy wzięłam 1/4 tabletki po 5 godzinach dostałam ataku lękowo-manicznego, na który wzięłam Lorafen 1mg i poszłam spać. 2-5 dnia przeszły w miarę gładko, lęk umiarkowany, byłam w stanie wyjść na spacer, byłam w stanie pojechać na trening, zjeść coś. 6 dzień (dzisiaj) apogeum, powrót do początku. Lęk przy suficie, nie mogę jeść, nie mogę leżeć, nie mogę myśleć, wariuje. Dopiero po wzięciu lorafenu 1mg się wyciszyłam. Lekarz mówi, że to może być reakcja na Paxtin. W internecie krąży mnóstwo niesprawdzonych informacji, więc wolę spytać specjalistów. Czego jeszcze mogę się spodziewać do czasu kiedy paroksetyna zacznie działać? Kiedy zacznie ona działać na tyle, bym poczuła, że zdrowieje? Wiem, że wynika to z mojej niecierpliwości ale 8 tygodni życia w lęku kompletnie mnie wycieńczyło, wychudziło, odwodniło i bardzo potrzebuję jakiejkolwiek nadziei, że koniec tego koszmaru już blisko.