Blog Gdzie po lek
Wyślij mi powiadomienie email o każdym nowym artykule (musisz być zalogowany)

Pożegnanie z Google Maps

Google postanowił zrobić z Google Maps miliardowy biznes, podnosząc ceny 14 razy oraz obniżając bezpłatny limit prawie 30 razy. Wszystko to z minimalnym wyprzedzeniem. Na szczęście natychmiast pobudziło to do działania konkurencję. Apple Maps, MapBox, TomTom - którą alternatywę wybrać?

Nasz startup umożliwia pacjentom znalezienie potrzebnego leku w aptece i już z samej nazwy można zorientować się, jak ważna dla nas jest lokalizacja. Nic dziwnego, że do wytłumaczenia działania usługi wystarcza zwykle jeden obrazek, którego prominentnym tłem było zawsze Google Maps:

Najczęściej używana strona GdziePoLek: dostępność produktu

Oczywiście zawsze wiedzieliśmy, że gdy osiągniemy większą skalę, używanie Google Maps będzie wiązało się z kosztami.

Dotychczasowy bezpłatny limit 750 tys. zapytań miesięcznie odpowiadał jednak dobrze skali, przy której można spodziewać się już generowania przychodów wystarczających do pokrywania kosztów. Cena za większe użycie ($0.5 za 1000 wyświetleń mapy) nie byłaby powodem do szukania alternatyw wśród konkurencji.

W czerwcu otrzymaliśmy jednak maila jako "ceniony klient" Google Maps:

Email od Google

Po telekonferencji z przedstawicielem obsługi klienta (który wbrew wiadomości email, nie zaproponował żadnych rabatów) uświadomiliśmy sobie, że podwyżki są ogromne:

  • Dotychczasowy bezpłatny limit 750 tys. zapytań zamienia się w ok. 28 tys. miesięcznie (prawie 30 razy mniej)
  • Dotychczasowe $0.5 za płatne użycie zmienia się w $7 (14 razy więcej), $5.60 przy większej liczbie odsłon

Co istotne, ceny są takie same, od Stanów Zjednoczonych po Afrykę, mimo, że możliwości monetyzacji różnią się znacznie, jak sami wiemy, porównując Polskę z rynkiem niemieckim. 

Porównanie miesięcznych kosztów Google Maps przed i po

Gdybyśmy utrzymali normalne zużycie map i wyszukiwania lokalizacji, koszt Google Maps mapy byłby wielokrotnie wyższy od dotychczasowego kosztu całej infrastruktury.

Porównanie wyglądu i szczegółowości map

Google Maps to obiektywnie najlepszy produkt na swoim rynku, który przez ostatnie lata zostawił konkurencję daleko w tyle. Świetną analizę, jak bardzo zaawansowane są mapy Google w porównaniu do innych rozwiązań, sporządził Justin O’Beirne.

Dobrą wiadomością dla nas było jednak to, że chociaż mapy są głęboko zintegrowane z naszym interfejsem użytkownika, nie służą tak naprawdę do niczego wykraczającego poza efektywnym pokazaniem lokalizacji aptek na mapie. Nie potrzebujemy więc zaawansowanych funkcji takich jak zdjęcia satelitarne, wyznaczanie tras i innych, które z dużym prawdopodobieństwem trudno by zastąpić innym rozwiązaniem.

Podstawowa sprawa to wygląd mapy i poziom szczegółowości dla terytorium Polski. Tak prezentuje się porównanie wyglądu różnych rozważanych map dla apteki w centrum Warszawy:

Apteka w Warszawie na różnych mapach

W miarę możliwości uwzględniony wygląd markerów GdziePoLek.

Na pierwszy rzut oka, niemal każdy dostawca dałby radę, jeśli chodzi o centrum Warszawy. Wyjątkiem jest Azure Maps, który został udostępniony w ciągu ostatniego miesiąca. Aby być fair, Microsoft twierdzi, że widoczne pustki na mapie wynikają z oczekiwań dużych korporacji, które dodają do map dużo własnych informacji.

Centrum Warszawy może jednak nie być dobrym wskaźnikiem dla oceny jakości mapy dla całej Polski. Sprawdziliśmy też mniejsze miejscowości - poniżej podobne porównanie dla Konstancina:

Apteka w okolicach Konstancina-Jeziornej

Wbrew naszym obawom okazało się, że nie jesteśmy skazani na Google Maps, aby mieć akceptowalną mapę dla terytorium Polski, a wiele alternatyw wygląda zaskakująco dobrze.

Porównanie cen

Porównanie kosztów alternatywnych map utrudniają różne modele rozliczeń. Oto przegląd opcji, bez uwzględniania limitu bezpłatnego użycia:

  • Google Maps - $7 za każde 1000 załadowań mapy niezależnie od jej wielkości czy przesuwania jej przez użytkownika ($5.60 przy większym wolumenie)
  • Mapbox - $0.50 za każde 1000 “wyświetleń mapy”, które wbrew nazwie są tylko określeniem wyświetlenia 4 lub 15 kafelków mapy (w zależności od jej rodzaju), a nie ryczałtem za jedno załadowanie, jak w Google
  • Azure Maps - $0.50 za każde 1000 "transakcji", przy czym transakcja to wyświetlenie kolejnych 15 kafelków 
  • TomTom - $0.50 za każde 1000 “transakcji” ($0.40 przy największych zniżkach za wolumen), przy czym transakcja to wyświetlenie kolejnych 15 kafelków 
  • HERE - ma ceny pakietowe, w pakiecie Standard wychodzi około $0.50 za każde 1000 “transakcji” (15 kafelków)
  • MapTiler - $0.05 za każde 1000 kafelków mapy
  • Apple Maps - na razie jest w wersji beta, oferuje hojny dzienny limit bezpłatnego użycia

Najbardziej przejrzysty (abstrahując od ceny) jest model Google, gdyż każde wyświetlenie strony zawierającej mapę będzie miało jeden ryczałtowy koszt. 

W przypadku opłat za każdy kafelek, jak w MapTiler, sprawy nieco się komplikują - ile kafelków zawiera mapa, zależy od jej wielkości, a ta, przy responsywnej stronie, może być różna dla każdej wielkości ekranu. Do tego dochodzi zachowanie użytkownika, który może przesuwać mapę po świecie pobierając dodatkowe kafelki.

Najmniej przejrzyste wydały się nam warunki cenowe Mapbox, gdzie nie dość, że trudno się zorientować, ile kafelków zawarte jest w opłacie za jedno "wyświetlenie mapy", to jeszcze określenie “wyświetlenie mapy” jest mylące (inne firmy używają np. słowa transakcja, co nie sugeruje, że opłata pokrywa pełny koszt jednego wyświetlenia mapy).

Z analizy polityk cenowych trudno wywnioskować jaki byłby dzienny koszt map w rzeczywistych warunkach. GdziePoLek zawiera na przykład zarówno małe mapki z lokalizacją pojedynczej apteki, jak i pełnoekranową - ale tylko na dużych ekranach - mapę używaną w wynikach wyszukiwania.

Krótka lista alternatyw dla Google Maps

Które mapy wybraliśmy do dokładnej analizy?

Część od razu odrzuciliśmy z różnych powodów - OpenStreetMap nie wypada bezpośrednio używać w serwisie komercyjnym, Apple Maps, chociaż chętnie mielibyśmy ikonę jabłuszka na naszych stronach, jest na razie w wersji beta i wymaga konta developera Apple.

Byłoby świetnie, gdybyśmy mogli używać Azure Maps obok innych naszych usług w chmurze Azure, ale interfejs Javascript na razie pozostawia wiele do życzenia, nawet w najprostszych przypadkach użycia (np. dodanie własnych markerów).

Mapy HERE nie odpowiadają wizualnie naszemu serwisowi, używają niestandardowego API. Wolimy też rozliczenie bieżącego zużycia od pakietów. Jeden ze znajomych dużych serwisów zdecydował się jednak na migrację ku temu dostawcy, więc będziemy obserwować, jak się w ich przypadku sprawdzi.

Jako najbardziej atrakcyjną opcję uznaliśmy możliwość używania jednej, otwartej biblioteki Javascript - np. Leaflet - z możliwością szybkiej zmiany dostawcy samej mapy. 

Taką możliwość dawałoby nam wybranie Mapbox lub MapTiler, oraz być może TomTom, który używa jednak trochę zmienionego interfejsu i wydaje się wymagać zakupów pakietów pre paid zamiast rozliczenia pay as you go.

Rzeczywiste koszty dzienne dla GdziePoLek

Rozbudowaliśmy naszą aplikację, aby móc zmienić operatora mapy jednym przełączeniem kontrolki. Obserwowaliśmy następnie, ile w ciągu dnia zużywamy zasobów związanych z mapami dla wybranych operatorów, tj. Google Maps, Mapbox i Maptiler.

Oto jak to wygląda w praktyce.

Porównanie rzeczywistego kosztu samych map dla jednego przykładowego dnia (15,000 wizyt na stronie) 

Porównanie jest specyficzne dla GdziePoLek i jego stopnia wykorzystania map na różnych stronach i przy różnych wielkościach ekranów użytkowników serwisu  

Google Maps mają relatywnie najlepszy model rozliczeń w przypadku dużych i intensywnie używanych przez użytkowników map (ryczałt za jedno wyświetlenie), jednak radykalna podwyżka cen sprawia, że i tak jest to dla nas najdroższe rozwiązanie.

Jak się natomiast okazało, przy naszym wykorzystaniu map, Mapbox i MapTiler generują w praktyce identyczne koszty, mimo nieco różnego modelu rozliczeń.

Mapbox dysponuje jako firma znacznie większymi zasobami - 400 pracowników według Linkedin wobec 7 MapTiler - ze względu na inwestycję Softbanku w wysokości $164 mln. Z takim kapitałem firma ma zamiar rozwijać się w wielu kierunkach poza mapami (autonomiczne samochody, VR...), co z punktu widzenia użytkownika polegającego na mapach może być niepokojące. Będziemy więc wykorzystywać obie usługi dla bezpieczeństwa. 

Lekcje na przyszłość

Gdyby nie radykalna podwyżka cen, z własnej inicjatywy nawet nie rozważalibyśmy alternatywy dla Google Maps, jako oczywisty przypadek z gatunku "niezepsute, więc nie naprawiaj".

Nagła zmiana polityki Google, w szczególności wymierzona w startupy (mniejsze strony jej nie odczują ze względu na minimalny ruch), jest dla nas nieprzyjemną niespodzianką i z pewnością ma wpływ na nasze postrzeganie firmy jako dostawcy. Będziemy trzymać się z daleka Google Cloud i nie integrować się głębiej z żadnymi usługami Google, które mogą nagle dostarczyć takich niespodzianek jak Maps - oczywistym nowym "miliardowym biznesem" dla Google może na przykład stać się używany powszechnie Google Analytics.

Z pozytywów jednak, jesteśmy pod wrażeniem jakości kodu do zarządzania mapami rozwijanego jako open source (Leaflet). Niektóre zaawansowane funkcje, które w Google Maps musieliśmy dodawać ręcznie, w Leaflet były dostępne od ręki.

Dla rozpoczynających rozwój startupu wykorzystującego mapy polecalibyśmy od razu wykorzystanie Leaflet i któregoś z niezależnym dostawców map, bez uzależniania się od Google.